sobota, 30 czerwca 2012

Trzy. - Mrok

Patrzyłam w oczy nieznajomego jak zahipnotyzowana. Co on sobie o mnie pomyśli? O tym, że cały czas się na niego gapię jak głupia? Ale nie mogłam odwrócić wzroku. Coś mnie przyciagało a było to dość przerażające. Co jest ze mną? Po dłuższej chwili oderwałam wzrok ( nareszcie! ) i odwróciłam się za siebie a potem znów na niego. Ale go nie było. Oglądałam się dookoła. Nie ma... I potem znów był przede mną. Jak on to zrobił? 
- Co? Jak? Kiedy? - wydukałam dość przerażona.
- Wszystko musisz wiedzieć, prawda? - Spytał. Widać było jego pewność siebie.
Nie odpowiedziałam. Był tak niesamowicie przystojny. Wysoki blondyn z niesamowicie pięknymi szarymi oczami. Rzęsy miał strasznie długie i gęste koloru czarnego. Popatrzył na mnie pytająco, a ja dalej nie odpowiadałam. Nie potrafiłam z siebie wydobyć głosu.
Karnacje miał ciemną i świetnie zbudowane ciało. Mmm, jak ktoś tak przystojny mógł się do mnie odezwać? Zwykłej dziewczyny?
Uśmiechnął się do mnie, jakby czytał mi w myślach.
- Kim ty jesteś? - W końcu spytałam. Byłam ucieszona, gdyż mój głos mnie nie zawiódł. Był opanowany i stanowczy.
- Twoim najgorszym koszmarem. - Powiedziawszy to, uśmiechnął się łobuzersko.
Co to ma znaczyć? Co on ma na myśli?
- Co? Żartujesz prawda? - Spytałam trochę przestraszona.
Jego wyraz twarzy zmienił się. Nie uśmiechał się już. Miał poważną minę. Teraz wyglądał jak drapieżnik polujący na ofiarę. A tą ofiarą byłam ja.
- A wyglądam jakbym żartował? - Nie, nie wyglądał jakby żartował.
Jakiś psychotapa! Co ja mam zrobić? Uciekać? Nigdy nie byłam dobra z biegania. Nienawidzę biegać. A teraz będę do tego zmuszona.
Ruszyłam przed siebie. Biegłam najszybciej jak mogłam. Odwróciłam się na chwilkę by spojrzeć czy ten psychol nie biegnie za mną. Nie ma go. Ufff!
Przystanęłam i oparłam się o drzewo. Dlaczego tu nie ma domów? Przecież to jest miasto! I dlaczego nie ma tu nikogo? A tak , zapomniałam, że tylko ja jestem na tyle głupia, żeby włuczyć się sama po nocy. Muszę szybko wrócić do domu. Już chciałam dalej iść, gdy usłyszałam za mną czyiś głos.
- Myślisz, że mi uciekniesz? - Był tak blisko, że poczułam jego oddech na mojej szyji. Miałam ciary na całym ciele. Odwróciłam się przodem do niego, by móc wyczytać coś z jego twarzy. Jednak nie było w niej nic dobrego.
- Czego chcesz ode mnie!?- Krzyknęłam. Zrobiłam kilka kroków w tył. A on podchodził bliżej i bliżej. Cały czas się cofałam, aż wreszcie wpadłam na kolejne drzewo. Ruszyłam biegiem, nie myśląc o tym, że znowu mnie dogoni. Chciałam po prostu uciec. Pojawił się obok mnie. Krzyknęłam i ruszyłam znowu.
Jak później się okazało, zapędził mnie w ślepą uliczkę. Cała się trzęsłam. Nie z zimna, ze strachu.
Stałam tyłem do muru. Tam, gdzie się teraz znalazłam z przyjaciółmi nawywaliśmy "Ulicą strachu". Dość często się słyszało o napadach, o martwych kobietach. Ja będę następna. O niee! A co z Thierrym? On sobie beze mnie nie poradzi. Stoczy się, jak dojdą do niego wiadomości, że nie żyję. Nie pozwolę na to.


Stałam na przeciwko mojego wroga. Sam na sam. Oddychał normalnie, podczas gdy moje serce biło jak szalone. Mam nadzieję, że nie wiedział jaka jestem zdenerwowana i jak się boję.
- Nie poddam się bez walki. - Powiedziałam bardziej do siebie niż do niego, ale byłam pewna, że to słyszał.
-Nie pójdzie ci ze mną łatwo.
I w tym momencie znalazł się tak blisko mnie, że niemal nasze ciała się dotykały. Chwycił mnie za nadgarstki lewą ręką, na której miał rękawiczkę. A na prawej nie miał. Po co mu jedna rękawiczka? Moje ręce były teraz za moimi plecami. Zaczęłam się szarpać, więc naparł na mnie swoim ciałem tak, że nie mogłam się poruszyć. Delikatnie odgarnął moje włosy z twarzy uważając żeby mnie nie dotknąć. Tak starsznie się boję. Nie chcę umierać. Jestem jeszcze taka młoda, całe życie przede mną. Ale wiem, że już nigdy nię przeżyję żadnej przygody. Co mam zrobić? Jedyne, co mi wpadło do głowu to błagać o litość.
- Błagam, nie. - Powiedziałam prawie szeptem i pewna, że usłyszał, bo wzdrygnął się, gdy wypowiedziałam te słowa. Popatrzył mi w oczy, ale nie odpowiedział.
- Dlaczego, dlaczego ja? - Spróbowałam z nowu. Miałam łzy w oczach. - I kim ty, do cholery jesteś?
- A dlaczego nie? - Spytał z tym swoim uśmieszkiem. - Mówiłem ci, że jestem twoim koszmarem ale mów mi Hache.
Hache. A więc tak brzmiało imię mojego mordercy.
Błądził wzrokiem po moim ciele a ja nie ukrywałam irytacji, gdy to robił. Nagle się zaśmiał. I był to przerażający śmiech.
- Lubię, gdy się tak boicie. - Powiedział. - Jesteście wtedy takie smaczne.
Co on wygadywał? Jakiś nienormalny.
- Ale może zanim z tobą skończę, zabawimy się?
Moje włosy były w kompletnym nieładzie i Hache ściągnął z nich gumkę. Zmierzwił je ręką. Ukrył twarz w moich włosach i zaczął wdychać mój zapach. Serce biło mi  oszalałe i byłam pewna, że je poczuł gdyż stał tak blisko. Chciałam się wyrwać ale tym razem jeszcze mocniej przyparł mnie do ściany.
- Teraz cię już wszędzie znajdę. Nawet gdybyś mi uciekła, a z pewnością ci się to nie uda, to nie byłoby miejsca, w którym bym cię nie odnalazł. - Jego głosy bym pewny i stanowczy.
A teraz patrzył mi w oczy, rozchylił usta i pokazały się ... kły.
- Aaa. - Zaczęłam krzyczeć i szaprać się jak szalona. - Zostaw mnie potworze! - Nie przestawałam się bronić przed nim. Teraz rozpłakałam się już na dobre. Łzy leciały. Hache nie zwracał na nie uwagi. Może nie chciał. Nie poddam się tak łatwo. Po prostu nie mogłam. Gdy chwycił wolną ręką mojej brody poczułam uderzenie ciepła. Tak naprawdę to po raz pierwszy mnie dotknął, bo na lewej ręce miał rękawiczkę. Czułam, że patrzy na moją szyję. W głowie widziałam jak zatapia we mnie kły zadając niewyobrażalny ból. Jęknęłam za strachu.


Dziwne. Nie poczułam zębów wbijających się w moją skórę, ale pocałunek w miejscu, które sobie wcześniej wypatrzył.
To było przyjemne uczucie ale nie przestałam być czujna. Poluźnij moje nadgrastki a ja poczułam się wolna. Nadal stał bardzo blisko, ale nie wydawało mi się to już takie straszne. Nawet chyba nie pomyślał o tym, żeby się odsunąć. Nagle poczułam się bezpieczna. Jak to możliwe? Jeszcze przed chwilą cała się trzęsłam ze strachu przed nim, a teraz już nie?
Objął mnie lewą ręką w tali a ja nawet nie zareagowałam. Drugą ręką dotykał mojego policzka i znowu poczułam to uczucie ciepła, które od niego biło. Patrzył na mnie swoimi szarymi oczami przepraszająco. Co go tak nagle zmieniło? Przed chwilą jeszcze w pełni gotów mnie zabić, a teraz już nie?
Oczywiście cieszę się, ze żyję, ale to jego zachowanie dość mnie zdziwiło. Niedawno tak pewny siebie i arogancki a teraz ...
- Powiedz mi, że też to poczułaś. - Powiedział spokojnie.
- N-niby co? - wyjąkałam, ale chyba wiedziałam, o co mu chodzi.
- Że od momentu, gdy cię dotknąłem pczułaś coś dziwnego. Czułaś się przy mnie bezpieczna.
- Nie pochlebiaj sobie. - Parsknęłam. Nie powiem mu prawdy. Będzie chciał to wykorzystać, a ja nie pozwole na to.
- Alee.. - Powiedział niepewny.
- Słuchaj, chcesz mnie zabić i myślisz, że będę się czuła bezpiecznie? - Powiedziałam przestraszona. Odsunął się ode mnie. Popatrzył na mnie, a ja odwróciłam wzrok.
- Przepraszam. - Powiedział.
Odwróciłam głowę by na niego spojrzeć, ale jego już nie było.






______________________________________________________________________

Heej ;* Piszcie, co sądzicie. Jest to dla mnie bardzo ważne :D
Kasieq <3



CZYTAM = KOMENTUJE ; *

2 komentarze:

  1. jestem w stanie powiedzieć tylko jedno wielkie WOW!! Nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji... Był dreszczyk emocji co bardzo lubie i niesamowie zakończenie. Bardzo jestem ciekawa co dalej sie wydarzy ;p czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, niezła akcja. Dość nietypowe imiona, ale ten Hache... wampir :D już go lubię, zapewne będą razem ;p
    Pozdrawiam i czekam na nexta. Zapraszam również do mnie, są nn.
    http://vamp-miss.blogspot.com/
    http://always-and-forever-delena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń