środa, 1 sierpnia 2012

Dwanaście. - Żądza krwi

      Niepewnym krokiem weszłam do domu rozglądając się za kim kolwiek. Odstawiłam klucze na szafkę przy drzwiach i weszłam do kuchni. Rozejrzałam sie po pokojach, ale nie ma nikogo. Ani Bliss, ani mamy i ... jego też nie ma. Nie umiem powiedzieć już nawet słowa ... "tata". To nie jest już mój ojciec. Co się z nim stało? Zawsze byłam dla niego bardzo ważna. Myliłam się. Nie umiem tylko zrozumieć, dlaczego? No dobra niby miałam być przynętą, ale to go nie usprawiedliwia od tego do mi zrobił! WRÓĆ. Co nam zrobił!
Muszę pogadać z kimś normalnym. Z kimś, kto spojrzy na to innymi oczami.
      Fee. Ale nie mogę jej w to mieszać. To by było za dużo. Nie mogłabym patrzeć, jak najlepsza przyjaciółka się ode mnie odwraca, dowiadując kim jestem... Przepraszam "czym".
Próbowałam się skupić, wytęrzyć umysł, zobaczyć, co mi podpowiada ale nic. Od tego tylko głowa mnie rozbolała.
      Siostra jest pewnie u Damiena, ale zaczęłam się o nią martwić. Przecież ja go nie znam. A jeżeli to jakiś psychopata? Morderca?
Oh, Kate kretynko. Twój chłopak jest mordercą i jakoś się z nim zadajesz!?
To co mam robić?
Pogadaj z Lukiem...
- Świetnie, gadam sama do siebie - odezwałam się. Ale ta "rozmowa" dość pomogła i wiedziałam, co muszę zrobić.
      Weszłam do łazienki, zmieniłam ubrania, zrobiłam lekki makijaż i ponownie spojrzałam na błękitną karteczkę, którą dostałam od Lucasa.
Czy robię dobrze?
O tak, z pewnścią - sarknęłam sama do siebie w myślach. Przecież jak Hache sie o tym dowie, to mnie zabije.
      Ubrałam się dziś na czarno. Rurki, koszula, buty ... Czemu się tak wogóle ubrałam? Ktoś umarł?
Z pewnością niedługo ja umrę - pomyślałam smutno. Przemiana niedługo. Mam tak mało czasu a tyle przygotowań. Hache obiecał, że mi pomoże, ale nie mogę go w to mieszać. Nie mogę go narazić na niebezpieczeństwo z mojej strony. Nigdy bym sobie nie wybaczyła i dlatego już postanowiłam.


      Po godzinie znalazłam się w miejscu, w którym nigdy nie chciałabym być - w miejscu, które zapisał mi Luke. Wszędzie leżały butelki o tanim alkoholu, pudełka puste po papierosach, niedopałki skrętów. Co to za miejsce? Gdzie jak gdzie, ale tutaj to ja niegdy nie byłam. Przeraża mnie to miejsce. Po co przyszłam? Sama nie wiem, może jednak wrócę do domu? Tak, to rozsądne.
- Jednka jesteś - odezwał się ktoś za moimi plecami. Odwróciłam się. Stał obok mnie Lucas, jak zwykle przystojny z burzą ciemnych włosów na głowie, wpatrując się we mnie ślicznymi zielonymi oczami. Co ja plotę?
- Luke... Eee, ja nie wiem, po co przyszłam. Pójdę już. - Zaczęłam iść w stronę, z której przyszłam. Chłopak chwycił mnie mocno za rękę i nie puszczał.
- Wiem, po co przyszłaś. Odpowiem na twoje pytania.
- To boli - opowiedziałam zerkając na nadgarstek.
- Tak, wiem. Przepraszam. - Uścisk zelżał i kciukiem zaczął masować miejsce, za które mnie trzymał.
Wyrwałam mu się szybko nie pozwalając mu na więcej. Za kogo on się ma??
- Będziemy tu tak stać, czy może pójdziemy w jakieś spokojne miejsce i pogadamy? - Spytałam z wyraźną irytacją w głosie.
      Tutaj na podwórzu przed blokiem dzieciaki biegały za piłką, grały w jakieś nieznane mi gry i bawiły się ze starszymi. Była to uboga dzielnica, i nie wiem, dlaczego Luke chciał, abym to właśnie tutaj przyszła. Na pewno nie mam zamiaru rozmawiać właśnie tutaj. To miejsce jest dla mnie straszne. Nigdy nie wiesz, co cię spotka. Idąc za Lusacem krok w krok, dużo osób przygladało mi się podejrzliwie. Zaczynam się bać - stwierdziłam.
- Gdzie idziemy? - spytałam.
- Powiedziałaś przecież, że chcesz iśc w spokojne miejsce. Więc idziemy.
Dobra. Szliśmy jeszcze jakiś czas, gdy Luke otworzył drzwi do małego pokoiku, w którym było dość ciemno. Oświecając światło, zauważyłam, że ściany pomalowane są na szaro. Meble są szare, łóżko, a okna pozastawiane jakimiś czarnymi szmatami. 
- Dlaczego to tak wygląda? Czemu nie odsłonisz okien i nie wpuścisz światła? - zadawałam pytania podchodząc do okna. 
- Nie! - krzyknął zielonooki i odsunął mnie szybko od okna.
- Dlaczego? Co się dzieje? 
- Nie powinnaś się tym interesować. Jeżeli chcesz o coś zapytać to pytaj, ale tylko tego, co dotyczy ciebie. Na inne nie odpowiem.
- Dobrze, w takim razie powiedziałeś, że możesz mi pomóc. Jak?
- Co miesiąc wyjeżdżam w góry, na odludzie. Nie chcę nikogo zabijać i pewnie ty też nie chcesz.
- Nie, nie chcę - odpowiedziałam.

- W takim razie jedź ze mną.
- Co? - spytałam inteligentnie.
- Tam nikomu nic się nie stanie, a gdy zaczniesz się przemieniać, będę przy tobie. Tylko ja ci mogę pomóc.
- Hache mi pomoże - powiedziałam stanowczo.
- A co on może? Gówno wie o przemianie! Nigdy nie przeżył tego, co ja. Nigdy...
Założyłam ręce na piersi myśląc, co powinnam zrobić.
Jedź z nim. Pomoże ci.
A co z Hache? Zostawisz go?
No nie, znowu gadam do siebie. Powinnam się leczyć.

      Jak mam wytłumaczyć wampirowi, że chce jechać z innym w góry na czas przemiany? Nie zrozumie tego. Będzie chciał na upartego mi pomóc, nawet swoim kosztem. To dlatego go kocham, zrobi dla mnie wszystko, ale nie mogę mu na to pozwolić. Po prostu nie mogę.
- Co jest potrzebne do przemiany? Jakieś ubrania?
- Nie, nie będą ci potrzebne. Gdy zaczynasz się przemieniać, zrzucasz z siebie ubrania.
No pieknie! Będę przed nim goła!
- Coś innego?
- Ja się wszystkim zajmę. Ty weź tylko cos do jedzenia. Dużo jedzenia. Przemiana jest męcząca, a potem jest się głodnym jak wilk - zastanowił się chwilę. - No może to nie jest dobre porównanie - powiedział drapiąc się po głowie.
- Nie powiedziałam, że pojadę.
- Kate - podeszdł do mnie blisko i uchwycil moje dłonie, zanim zdołałam się wyrwać. - Proszę, nie poradzisz sobie sama. Jutro czekam tutaj na ciebie o 22. Trzeba tam jakoś dojechać, a potem zdrzemnąć.
- Dlaczego tak bardzo chcesz mi pomóc? - spytałam. Co ja go wogólę obchodzę?
- Wilkołaki trzymają się razem, w kupie. Nigdy osobno. Może się zdarzyć, że w górach będą też inni. Jako zwierzę można także się dobrze bawić. - Przerwał na chwilkę, ale potem zaraz kontynuował. - To ma także swoje dobre strony, nie tylko złe. Pamiętaj, musisz być wypoczęta i silna. Do pełni tylko dwa dni. Nie możesz się przemęczać.
       Nie mam czasu się teraz nad tym zastanawiać. Muszę na spokojnie wszystko przemyśleć, porozmawiać z Hache i wiele innych. Pożegnałam się z brunetem i wyszłam. 
Boję się. Bardzo... Nie mogę przeciez udawać, że wszystko jest okej, skoro nie jest. Moje nogi poprowadziły mnie tylko w kierunku im znanym.
Rozejrzałam się dookoła. Znalazłam się przed apartamentem wampira. Weszłam do środka i rozglądając się za moim chłopakiem trafiłam na mój biustonosz w łazience. Usmiechnęłam się do siebie w duchu. od razu przypomniały mi się chwile w łóżku.
      Weszłam po cichu do sypialni a mój ukochany drzemał. Jak to się stało, że mnie nie usłyszał? Podeszłam do niego, usiadłam obok na łóżku i zobaczyłam t o. Hache był cały we krwi. Bożeee, on nie żyje? Nie, to nie możliwe!
- Hache, Hache !! - krzyczałam ile sił. - Nie, nie, nie, nie, nie.!!
Co ja mam zrobić? Co mam zrobić, do cholery!? Nie mogę go stracić!!
Zaczęłam płakać. Histerycznie potrząsałam wampirem. To na nic. Straciłam go!! 
Poruszył głową. Żyje!! Jest jeszcze szansa!
- K .. - odezwał się ukochany.
- Ciii, spokojnie. Pomogę ci. 
Wiedziałam co zrobię. Poszłam szybko do kuczni i wzięłam najostrzejszy nóż. Szybko przybiegłam z powrotem i nie czekając długo nacięłam lewy nadgarstek. Krew zaczęła spływać po mojej ręce a mi zrobiło się słabo. Nie znoszę widoku krwi!
Przytknęłam rękę do ust wampira i poczułam jak delikatnie językiem zlizuje brunatną ciecz. Potem poczułam jak jego kły wbijają się mocno w mój przegłób. 
- Aaa. - syknęłam z bólu. 
W wampirzym tempie Hache znalazł się na mnie. Coś go opętało! Nie panował nad sobą...
- Nie, nie - powtarzałam.
Wampir wgryzł się w moją szyję, a ja poczułam tak straszny ból, że zaczęłam się wyrywać. Swoimi rękami chwycił mnie za ramiona uniemożliwiając następny ruch. Czułam jak uchodzi ze mnie życie. Jest tego jeden plus - nie będę musiała przechodzić przemiany. Uśmiechnęłam się do siebie. Ten uśmiech wiele mnie sił kosztował. Nie mogę tak po prostu umrzeć. Czułam w sobie wielką siłę, ale nie umiem jej wykożystać. Nie mogę się ruszyć. Płakałam. Łzy płynęły po moim  policzku jak puszczona woda w kranie. Mam nadzieję, że chociaż zemdleję i nie będę musiała tego czuć. Na nic moja nadzieja. Czułam wszystko. Ból przechodził po moich kościach, a ja już nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Nie ma we mnie już ani kropli krwi - pomyślałam. Jestem otępiałam. Może się ze mną robić, co chce.
Kto może? - pomyślałam do siebie. 
Gdzie jestem? 
Nie wiem.

Zamykałam powieki chcąc usnąć i już nie wstać. Przynajmniej nie czuć tego okropnego bólu. Nagle coś mi zaświtało. Przecież mam dostęp do jego głowy. On pije moją krew, czyli mogę się z nim skontaktować!

Hache, proszę przestań.
Nic. Zbudował wokół siebie ogromny mur, którego nie jestem w stanie obalić. To koniec...


_________________________________________________________________

Nie jest to długi rozdział, wiem. Ale nie mogłam nic wymyślić i pewnie gdyby nie Daga, napewno dzisiaj by go jeszcze nie było. ;D Dziękuję kochana ;*.
Rozdział dedykuję Wam wszystkim za to, że czytacie mojego bloga i komentujecie. Dużo to dla mnie znaczy. ;)
PS. Wiem, myle czasy, ale tak po prostu mam. Może w końcu nauczę się, jak tego nie robić?
Pozdrawiam, Kasiequ. ;33
www.bitwa-o-marzenia.blogspot.com



CZYTAM = KOMENTUJĘ ;*

11 komentarzy:

  1. Fajny rozdział ale co się stało z Hache? Mam nadzieję że jej nie zabiję... Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O niee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie może jej zabić? Co w niego wstapiło?! Co teraz będzie? Wiem, że ciągle cię męcze o nowy rozdział, ale po takim zakończeniu niestety będę męczyć cię jeszcze bardziej. Jak można zostawiać nas w takim momencie? Ehhh... No dobra. Czekam na NN;D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział ;)
    Ale co się stało z Hachem? Ona nie może zginąć! I co z tym Lukiem, będzie miała z nim mały romansik? ;>
    Czekam na nexta ;)
    Calusy ;*

    PS; Mam prośbę, czy mogłabyś mnie informować o nn, tylko na jednym z moich blogów, bo nie ogarniam ;P
    Z góry dziękuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział. Ciekawe co się stanie. Czekam na nn, Poinformuj mnie. ; ))

    OdpowiedzUsuń
  5. Super!
    Zastanawiam się tylko:
    Co opętało Hache?
    I co się będzie działo w górach, jeśli w ogóle Kate tam dotrze?
    Czekam z niecierpliwością na nn:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Łoł! Mam nadzieję, że Kate przeżyje. Musi żyć! Przecież jest główną bohaterką one nigdy nie umierają ^^
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. WOW !!! Świetnie !!!
    Hache NIE MOŻE JEJ ZABIĆ !!!!!!!
    Czekam na NN !!! Musze wiedzieć jak to się skończyło !!!
    Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku, bardzo, ale to bardzo mnie wciągnęło opowiadanie, chociaż nie do końca moja tematyka. Dzieje się, oj dzieje w tym odpowiadaniu. Hache chce zabnbić Kate. Niemożliwe i niedopuszczalne!
    Zajrzę tu jeszcze na pewno. Życzę powodzenia i pozdrawiam ; ))
    www.obczajam.blog.pl
    www.new-doors.blog.pl
    B.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, dzisiaj nadrabiam parę zaległości w związku z komentowaniem, tak więc... ^^
    po prostu zbiłaś mnie z tropu! i o to chodzi, bo to właśnie sprawia, że masz tylu czytelników. Zaskoczyła mnie ta akcja pod koniec. Nie zawsze jest tak miło co? Niesamowity zwrot akcji. Czekam na następny z niecierpliwością
    Pozdrawiam :)
    Kiyami

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam do mnie na nn:
    http://nadzwyczajnezyciekaitlyn.blogspot.com/ ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Chciałam zapytać gdzie mogę znaleźć odnośnik do krytyczne-oceniajace.blog.onet.pl?

    Pozdrawiam, Vivian

    OdpowiedzUsuń