*****
Obudziłam się cała wypoczęta i w pełni gotowa zmierzyć się z kolejnym dniem w szkole. Miałam dzisiaj sprawdzian z matematyki, więc nie musiałam się za dużo uczyć. Założyłam zielone rurki, czarną bokserkę i bluzę. Nie było za zimno, ale kto wie, jaka może być jeszcze pogoda. Weszłam do łazienki, umyłam zęby, zwiazałam włosy praktycznie na czubku w luźnego koka i podkreśliłam delikatnie tuszem moje długie rzęsy. Zeszłam na dół, gdzie w kuchni mama czekała na mnie ze śniadaniem.- Kochanie, tata pojechał wcześniej do pracy, więc ja cię odwiozę.
- A ty się nie spóźnisz? - spytałam.
- Nie, mam dzisiaj na popołudnie.
Rodzicie musieli mnie do szkoły zawozić, bo jest dość daleko. Mamy ładny dom, i to bardzo ale ta miejscowość to jakieś kompletne zadupie. Najblizszy sklep 2 kilometry od nas. Szkoła jeszcze dalej, a autobusy tutaj nie jeżdżą. Równie dobrze mogłabym sama jeździć samochodem, ale rodzice na razie oszczędzają na wakacje. Planują wylecieć na miesiąc do Hiszpani a wtedy będę miała chate wolną.
Dojechałyśmy do szkoły 30 mint później. Wchodząc do szkoły zobaczyłam Fee i od razu uśmiech pojawił mi sie na twarzy. Podeszłam szybkim krokiem się z nią przywitać.
- Hej - odezwałam się.
- Hej, mała. - Cmoknęła mnie w policzek.
- Idziemy na lekcje, czy na kogoś czekasz? - zapytałam.
- Widzisz twego bruneta przy tamtej szafce?
- No tak, dość przystojny.
- Powiedział mi cześć - zaczęła.
- To wspaniale.
- No nie do końca. Zamurowało mnie i wpatrywałam się w niego o jakieś, hmm 3 minuty za długo. Nawet mu nie odpowiedziałam.
- Noo to faktycznie nie bardzo. Idź do niego i zagadaj. Przeproś za to zachowanie i z głowy. - Posłałam jej serdeczny uśmiech.
- W przerwie na lunch.
Poszłyśmy w milczeniu na pierwszą lekcję. Język angielski minął bardzo szybko. Ogladaliśmy film o nastolatkach uzależnionych. Od razu przypomniał mi sie Thierry. Co u niego? Czy radzi sobie?
Nie będę się tym zadręczać. To w końcu on chciał mnie skrzywdzić.
Następną mieliśmy geografie. Pan Anderson omawiał Afrykę a ja byłam pogrążona w rozmowie z Felicity. Przez rozmowe mam na myśli wysyłanie karteczek. Ja siedzę z Oliverem a ona z Thomasem dwie ławki od siebie. Nauczyciel przesadził nas za ciągłe gadanie. To nie nasza wina, że mu to przeszkadza. Gdyby przerwy były dłuższe, to napewno nasze rozmowy krótsze. Tak więc znajomi z rak do rąk podaja naszą karteczkę. Jak dla mnie ta lekcja była dość nudna, a tematy do obgadania z Fee się wykończyły, tak więc na końcu zeszytu zaczęłam bazgrać coś ołówkiem. Uwielbiałam rysować. W moim pokoju są obrazy, ale tylko Fee wie, że to ja je namalowałam a tata oprawił i powiesił u mnie. W sumie to nie tylko u mnie, bo praktycznie można je zobaczyć w każdym pomiszczeniu. Nawet u Bliss.
Nie myslałam nad tym, co obecnie maluję dopóki nie zobaczyłam wyniku końcowego. Na kartce widniała twarz z kłami po których ściekała krew.
- A! - krzyknęłam niepochamowanie.
- Panno Compton, czy coś się stało? - Spytał a cała klasa wybuchła śmiechem. Nie był to śmiech szyderczy, po prostu zwykły, jakbym opowiedziała kawał.
- Nie, przepraszam. - Odpowiedziałam.
Po dzwonku wyszłam na korytarz czekając na przyjaciółkę.
- Co to było? -spytała.
- Po prostu rysowałam i nie zwracałam uwagi na to. A potem zobaczyłam efekt końcowy. Przeraziło mnie to.
- Pokaż mi.
Wyjęłam zeszyt z geografi i otworzyłam na ostatniej stronie. Fee była zdumiona moim talentem, ale zaraz potem miała dziwny wyraz twarzy.
- Nie będę przez ciebie w nocy umiała zasnąć.
- Sama chciałaś. - odpowiedziałam.
- No dobra, ale co to może znaczyć?
- Gdybym wiedziała nie zastanawiałabym się teraz nad tym.
- Hmm. Dobra pomyślimy potem a teraz chodź na lekcje.
Na matematyce myśli zajęłam sprawdzianem. Był dość trudny ale sądzę, że nie poszedł mi najgorzej. Co prawda nie zrobiłam kilku zadań i nie wszystkie są dobrze ale raczej nie oblałam. Sądząc po minie Fee, to jej także poszlo dobrze. Następne lekcje mijały podobnie, czyli nudno. Moje myśli błądziły wokół tego obrazka. Co to ma znaczyć? Przecież ja tego nie chciałam narysować. Myślałam wtedy raczej o małym, brązowym kotku i dużymi oczkami.
W przerwie na lunch Felicity poszła porozmawiać z Davidem, więc zostałam sama. Martha dosiadła się do mnie. Bardzo ją lubię, niemal się przyjaźnimy.
Rozmawiałyśmy o szkole i takich podobnych. Ostatnio nie układa jej się z Joshem. Rozmawiałyśmy jeszcze, gdy do stolika przyszła ucieszona Fee. Poźniej jej zapytam, jak było bo nie jestem pewna, czy chce aby Martha o tym wiedziała. Nie przepadały za sobą po tym , jak Martha ośmieszyła ją w podstawówce. Tamte czasy już dawno minęły, ale moja droga przyjaciółka jest bardzo pamiętliwa.
Po lekcjach, wychodząc ze szkoły zauważyłam czarnego jeepa. Hache stał oparty o przód samochodu poszukując mojej osoby. Nasze spojrzenia się odnalazły a mi serce oczywiście mocniej zaczęło bić. Ucieszyłam się na jego widok. Byłam po uszy zakochana.
Podbiegłam do niego, zarzucając rece na szyję i wpijając się w jego usta. Pocałunek był porywający, ale zaraz potem się odsunęłam, bo przecież znajdowaliśmy się na terenie szkoły. Zawołałam Fee i podeszła do auta.
- Cześć. - Przywitała się.
- Witaj. - Odpowiedział i od razu się zaśmiał. Popatrzałam pytająco. - Felicity powiedziała, tam w lesie jak cię niosłem, że mnie zabije, jak ci się coś stanie. - Zwrócił się do przyjaciółki. - Jak widzisz, żyje.
- Tak, przepraszam za tamto, ale się martwię o Kate. Tak samo jak ona o mnie.
- Podwieźć cię?- Zaproponował Hache.
- Dzięki, ale David na mnie czeka. - Powiedziała z uśmieszkiem.
- Oo, nic nie mówiłaś. Zadzwoń potem.
- Dzisiaj piątek, może mnie nie być do późna.
- Trzymaj się kochana. - Cmoknęła mnie w policzek a Hache podała rękę.
- To gdzie chcesz jechać? - Zwrócił się do mnie.
- Hmm, do ciebie?
Spoważniał na chwilę, jakby bał się mnie tam zabrać. Zaraz potem miał nieprzenikniony wyraz twarzy i pokiwał twierdząco głową. Jak prawdziwy dżentelmen otworzył mi drzwi i zabrał torbę, którą położył na tylnim siedzeniu. Usiadł na swoim miejscu i ruszył. Całą drogę przejechaliśmy w milczeniu.
Po dotarciu na miejsce stwierdziłam, że jestem głodna. Hache zamówił pizzę a po 30 minutach przywiózł ją dostawce. Po zjedzeniu chciałam Hache o coś spytać, ale on jakby to wyczuł i podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Opadliśmy kompletnie na łóżko. Blondyn usiadł na mnie okrakiem i znowu zaczął mnie całować. Było tak wspaniale, że chciałabym, aby ta chwila nigdy się nie skończyła. Ale coś sobie przypomniałam. Zepchnęłam go z siebie. Popatrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Musimy pogadać.
- Czy to nie może zaczekać? - Położyl się koło mnie i zaczął bawić się guzikami mojej bluzki. Muskał ustami moją szyję i delokt. Jego dłoń wślizgnęła się pod koszulkę i spoczęła na mojej piersi.
- Posłuchaj mnie, co się wczoraj stało? - Wzdrygnął się na moje słowa. Popatrzał na mnie ze zdziwienie. - No wiesz, jak przyszłam wieczorem, wygłupialismy się a potem byłam już w domu.
- Mówiłem ci, że usnęłaś a ja nie chcąc cię budzić odwiozłem do domu.
- Nie, nie pasuje mi tu coś. - Poderwałam się z miejsca. I nagle obrazy do mnie napłynęły jak film.
Ja stojąca w drzwiach, Hache leżący pół nagi z kobietą, jej rana po ugryzieniu.
Ja opierająca się plecami do czegoś i Hache przystawiający się do mnie.
Ja i moja dziwna siła, która go odepchnęła i spoliczkowała.
Ja zapadajaca w błogą ciemność.
Obrazy te przychodziły kolejno po drugim jak wizja. Nawet się nie zorientowałam, jak Hache stanął przede mną trzyjacąc mnie w objęciach, jakby próbował mnie wybudzić ze snu.
- Zostaw mnie! - Nic. - Zostaw mnie !! - Krzyknęłam i odepchnęłam go rękami. Ku mojemu i jego zdziwieniu moja siła omal go nie wywróciła. Zamykając drzwi z hukiem, wybiegłam. Jak on mógł mi to zrobić? Kim była ta kobieta? Dlaczego nic nie pamiętałam? Poczułam w moim sercu pustkę. Ktoś kogo kochałam tak mnie skrzywdził. Ufałam mu bezgranicznie. Teraz te uczucia zamieniały się w nienawiść.
Usiadłam na najbliższej ławeczce ukrywając twarz w dloniach i szlochając. Bolała mnie już od tego wszystkiego głowa.
- Chcesz chusteczkę? - Spytał nieznajomy głos. Nie podnosząc głowy wyciągnęłam po nią rękę. Już po chwili poczułam delikatry materiał na palcach.
- Dziękuję. - Wychlipiałam.
- Mogę jeszcze w czymś pomóc?
- Nie trzeba, poradzę sobie. Ale to miło w twojej strony.
- A z twojej było by miło, gdybyś wogóle na mnie spojrzała. - Fakt, co on sobie musi o mnie pomysleć. Spojrzałam na niego i oniemiałam. Ciemne włosy, zabójczo zielone oczy. Gdy mu się tak przypatrywałam rozesmiał się ukazując równe białe zęby.
- Przepraszam. - Powiedziałam.
- Nie szkodzi. - Uśmiechnął się. - Jestem Lucas Goodwin. Mów mi Luke.
- Kate Compton. - Odpowiedziałam bez zastanowienia. - Co cię tu sprowadza, Luke?
- Różne sprawy. - Odpowiedział uśmiechając się do mnie.
- No tak. Tylko uważaj, tutaj można łatwo trafić na niebezpieczeństwo.
- Uwierz, że nie musisz się o mnie martwić. A jesli mowa o niebezpieczeństwie, to co taka dziewczyna jak, siedzi tu płacząc? Nie boisz się sama tu być?
- Niby kogo? Ciebie? Proszę cie. Wątpie, żebyś chciał mnie zabić po tym jak mnie pocieszysz. - Uśmiechnęłam się. - Nie wiem czemu, ale przy tobie czuję, że nic mi nie zrobisz.
- Zdziwiłabyś się, ile tu niebezpieczeństwa.
- Oj, wiem.
Po moich słowach nastała chwila milczenie.
- Może cię odwiozę? - Zaproponował.
- Nie, nie chcę jeszcze wracać do domu.
- To może do mnie? - Popatrzałam na niego pytajaco. - Przecież wiesz, że nic ci nie zrobie. Sama tak powiedziałaś. Chyba, że chcesz tu marznąć.
Faktycznie, było zimno. A ja miałam na sobie jedynie bokserkę.
Poszłam za nieznajomym do jego auta. Otworzył mi drzwi i usiadł za kierownicą.
- Chcesz jeszcze chusteczkę? - Spytał i ztarł kciukiem łzę płynacą po moim policzku.
- Tak, poproszę. - Zatrzymał się na poboczu i z tyłu wyciągnął chusteczkę i podał mi ją. A ja przyciągnęłam ją od razu do nosa.
- Przepraszam.
- Za co? - Spytałam zdziwiona ale potem poczułam ten zapach. Piekł mnie w środku. - Co do kur ... - osunęłam się z ciemność.
_________________________________________________________________________________
Jest juz nowy rozdział! ; )
Macie moje wypociny. Męczyłam się cały dzień nad tym rozdziałem. Non stop coś innego mi wpadało do głwoy i zmieniałam wszystko. : DD
No ale ważne, że jest.
Komentujcie, bo to naprawdę pomaga.
Pozdrawiam, całuski ; **
Kasieq ;3
CZYTAM = KOMENTUJE ; *
ooo, super rozdział ;)
OdpowiedzUsuńHache zauroczył Kate? ooo, nie ładnie ;)
Już myślałam, że ten przystojniak Luke coś namąci i zrobisz mały trójkącik, przez co z miejsca go znielubiłam ;) no ale ten ją porwał... ciekawie ;D teraz rycerz w srebrnej zbroi (Hache) ją uratuje, mam nadzieję ;) Czy mi się wydaje, czy Kate ma jakieś moce?
Czekam na nexta ;)
calusy ;*
Zapraszam do mnie, pojawił się kolejny rozdział ;)
Usuńfajna historyjka :)
OdpowiedzUsuńco się dzieje z naszą Kate.. Ma duzo siły... Ciekaweee... I po co do cholery porwał ją Luke?? Czekam na nowy rozdział ;D
OdpowiedzUsuńHej, przeczytałam dziś Twojego całego bloga i, mimo licznych błędów ortograficznych, których nie sposób przeoczyć, to ta historia jest niesamowicie wciągająca. Choć Twój styl pisania potrzebuje jeszcze czasu, by się należycie ukształtować, wydaje mi się, że robisz postępy i z każdym nowym rozdziałem idzie Ci coraz lepiej, bo potrafisz wzbudzić we mnie jakiś taki dreszczyk - uwielbiam historie tego typu. Życzę Ci powodzenia w tym, co właśnie robisz i mam nadzieję, że szybko dodasz następny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńNiesamowicie mnie to wciągnęło. Nie czytałam jeszcze bloga, który byłby tak interesujący. :D
OdpowiedzUsuń